Utarło się wszem i wobec, że odbywający się rokrocznie w Poznaniu konwent miłośników fantastyki pod nazwą Pyrkon, należy do jednej z największych tego typu imprez w Polsce. Po tym, czego doświadczyłem na własnej skórze podczas tylko jednego z trzech dni festiwalu, jestem skłonny podpisać się pod tą tezą obiema rękami. Już w sobotę na koniec dnia dotarła do mnie informacja, że liczba gości przybyłych na tegoroczny Pyrkon prognozowana jest na 38 tys. uczestników, o czym też kilka dni później poinformowali na swoim fanpagu sami organizatorzy.
Przyznaję się bez bicia, że był to mój pierwszy raz na tym właśnie konwencie, ale mimo tytułowych kolejek (o czym za chwilę) bawiłem się przednio. Poznałem kilku ciekawych ludzi, a i panele, na które udało mi się dostać, dostarczyły mi wiele rozrywki. Specjalnie napisałem „na które udało mi się dostać”, bo mimo szczerych chęci, nie miałem aż takiego szczęścia, aby uczestniczyć we wszystkich, które sobie zaplanowałem na ten dzień. Przyczyną była rzecz jasna ogromna rzesza ludzi chętnych na co ciekawsze punkty programu.
Wracając do tych nieszczęsnych kolejek. Na pierwszą nadziałem się już dwieście metrów przed głównym wejściem – choć tu sam jestem sobie winien, mogłem przecież zdobyć akredytację online, a nie użalać się teraz nad sobą, jak to musiałem stać w kolejce. Tak czy inaczej, ustawiłem się w rządku, który na tamtą chwilę liczył już kilkaset osób. Plusem było jednak to, że poruszał się on bardzo sprawnie i już po 70 minutach zdobyłem upragnioną wejściówkę.
W pierwszej kolejności udałem się do Krainy Wystawców, gdzie ostatecznie zakupiłem sobie kilka pamiątkowych gadżetów. Kilka – wydawałoby się – minut wędrówki pomiędzy stoiskami, okazało się tak po prawdzie ponad godzinnym blokiem czasu, a co za tym idzie bardzo niebezpiecznie zaczęła zbliżać się godzina 13:00. Właśnie wtedy rozpoczynał się pierwszy interesujący mnie panel „Potrzebne źródło”, w którym uczestniczyli Andrzej Pilipiuk, Marcin Podlewski i Michał Gołkowski.
Mimo bardzo interesującego i błyskotliwego spotkania, musiałem dość szybko opuścić towarzystwo, ponieważ o 13:30 rozpoczynało się spotkanie promujące debiut literacki Macieja Lewandowskiego, powieść „Splątanie”. Ogromnie zależało mi właśnie na tym punkcie Pyrkonu, ponieważ wierzyłem, że tylko w ten sposób zdołam uzyskać powieść Maćka wraz z dedykacją. Tak też się stało. Po wszystkim udało mi się nawet uścisnąć jego dłoń i uwiecznić to na poniższej fotografii.
Następne co zaplanowałem na sobotni dzień z fantastyką, było uczestnictwo w prelekcji „Legendy Polskie”, którą zorganizowano w największej scenie Pyrkonu, w Sali Ziemi. Kiedy ustawiłem się w niebotycznej kolejce, dowiedziałem się, że sala jest ogromna i pomieści ponad 1700 osób, nie było więc obaw jakoby mielibyśmy się nie dostać. Jak się jednak okazało byłem zapewne 1720-ty, gdyż w pewnym momencie drzwi się zamknęły, a obsługa poinformowała: „Więcej nie wejdzie”. Niewiele się zastanawiając ruszyłem do sali Literackiej 2, w której zamierzałem się dowiedzieć „Kim stały się dla nas wampiry?”. Sznur ludzi, na który wpadłem już wtedy nie dawał większych nadziei, mimo wszystko ustawiłem się w kolejce, do której po chwili dokleiło się kilkadziesiąt kolejnych osób, pytając: „Do czego ta kolejka”. Od tamtej właśnie chwili do końca konwentu usłyszałem to pytanie wielokrotnie :). Wracając jednak do „wampirów” – chyba nie będzie zaskoczeniem, kiedy powiem, że i tym razem się nie udało. Ofiara nie poszła jednak na marne, gdyż postanowiłem nie ruszać się z miejsca, a tym samym byłem piątą osobą w kolejce do następnego punktu programu (na którym, swoją drogą, również ogromnie mi zależało).
W ciągu godziny oczekiwania ludzie w kolejce zaczęli się integrować i o 17:00 jako zgrana już paczka wtargnęliśmy na „Rytuały krwawe, bezkrwawe, ale zawsze ciekawe”,
które poprowadzili Kazimierz Kyrcz i Marek Grzywacz. Powiem szczerze, że tak niezwykłego duetu jeszcze nie spotkałem. Z jednej strony Kazik, ostoja spokoju i opanowania, z drugiej Marek, niesamowicie ekspresyjny ze swoim wszędobylskim „uuu…”. Bogactwo!
Godzinę po zakończeniu spotkania z tymi dwoma panami rozpocząć miała się prelekcja zatytułowana „Bestiariusz Słowiański – walka dobra ze złem”. Nauczony doświadczeniem pośpieszyłem czym prędzej, aby ustawić się w kolejce, lecz ilość zainteresowanych osób przerosła moje oczekiwania, mimo wszystko postanowiłem spróbować szczęścia. Niestety, tego dnia nie było mi z nim po drodze. Drzwi zamknęły się, a ja nieco podminowany sięgnąłem do informatora i znalazłem – wydawało się – ciekawą alternatywę. Natychmiast udałem się do Auli 2, gdzie rozpoczynał się panel „Fantastyczne lektury obowiązkowe”, a na którym – jak się okazało – znalazło się jeszcze kilka wolnych wejściówek. Nie zastanawiałem się długo, tylko wkroczyłem na salony. Do dziś nie żałuję tamtej decyzji. Ten punkt Pyrkonu okazał się strzałem w dziesiątkę, a ja bawiłem się przednio. W programie tegoż panelu uczestnicy dowiedzieli się o tym, co każdy fan fantastyki powinien przeczytać, a do swoich propozycji przekonywali:
Andrzej Pilipiuk, Piotr W. Cholewa wraz z synem Michałem Cholewą, Marcin Przybyłek, Bartek Fedyczak, Maciej Lewandowski, Maciej „Toudi” Pitala i Szymon „Simon Zack” Żakiewicz. Ogromnie żałowałem, kiedy gdzieś z boku wyłoniła się pani z karteczką „Zostało 10 minut”. Panowie – ku mojej uciesze – i tak nieco przeciągnęli, bawiąc tłum do ostatniej sekundy, lecz w tamtej też chwili zdałem sobie sprawę, że dalsze plany, czyli panel „Wampir – prawda między Nauką, Sztuką i Fantazją” wzięły w łeb.
Nie pomyliłem się. Lecz i w tym przypadku nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż ponownie znalazłem się w pierwszej dziesiątce na ostatni tego wieczoru punkt programu (przynajmniej dla mnie), a którym był: „Magia na cmentarzu, czyli jak czarować trupem?”. Blok poprowadził Łukasz Śmigiel i zrobił to świetnie! Żałuję jednak, że nie dotrwałem do samego końca (choć pozostaję w wierze, że nie straciłem zbyt wiele), ale musiałem uciekać na pociąg, aby to on nie uciekł mnie.
Do domu wróciłem naładowany pozytywnymi emocjami. I gdy w niedzielny poranek otworzyłem oczy zasiadłem przed komputerem i natychmiast oddałem się twórczości. Ujmę to więc w sposób następujący: niezależnie od konwentu w jakim uczestniczyłem, każdy z nich działa na mnie w taki sam sposób – daje mi potężny zastrzyk motywacji do działania. Oby więcej takich inicjatyw!








