Czy „Rostoły” Jacka Chlewickiego to najlepsza polska powieść grozy, jaką przeczytałem w tym roku?

Odpowiem za chwilę, teraz chciałbym się na moment zatrzymać przy wrażeniach, jakich dostarczyła mi lektura. A jest przy czym, zapewniam, bo w tej powieści odnalazłem wszystko to, czego w takiej grozie szukam i to w proporcjach idealnych. Mówiąc „takiej” mam na myśli motyw zagubionego pomiędzy jawą i snem bohatera.

Zazwyczaj dość szybko udaje mi się odgadnąć zamysł autora i niejako tracę zainteresowanie dalszymi losami czy to bohatera, czy samej historii. W „Rostołach” do samego końca byłem wodzony za nos. Z każdym rozdziałem zastanawiałem się, czym Jacek Chlewicki jeszcze mnie zaskoczy, a przez to nieustannie byłem zaintrygowany opowieścią. Brawo!

Cytat: „Zawsze do wszystkiego podchodziłem logicznie i obiektywnie, ale odkąd jestem w Rostołach, to gubię się na każdym kroku. Nie odróżniam fikcji od rzeczywistości”

Czego ponadto oczekuję od dobrej powieści grozy? Tajemnicy, która od samego początku mnie zaintryguje, częstych, ale wynikających z fabuły zaskoczeń, wywołującego dreszcze twista w zakończeniu oraz dobrze wpisanych w opowieść nieoczywistości, dzięki czemu tak bohater, jak i ja nie wiemy, co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni. W „Rostołach” dostałem to wszystko!

Główny bohater, no właśnie. Powiedzieć o nim, że jest nad wyraz oryginalny, to jak nic nie powiedzieć. To do przesady pedantyczny detektyw od spraw niezwykłych, który naprawdę mógłby zrobić furorę na polskim poletku grozy, gdyby tylko autor pokusił się o serię powieści z Adamem Magusem. Może nawet w samych Rostołach, bo ta wioska to kolejna niesamowita „bohaterka” powieści. Już w pierwszej chwili, gdy do niej wkroczyłem, przytłoczył mnie gęsty klimat zabitej dechami wsi, zdającej się istnieć gdzieś na krańcu świata; zapomnianej przez rząd i Boga miejscowości, w której niepisaną władzę sprawuje lokalna czarownica. Gdzieś tu mamy obskurny sklep, zaraz obok spelunkę, w której 24 godziny na dobę możemy spotkać się z lokalnymi pijaczkami i… dostać po głowie za wściubianie nosa w nie swoje sprawy, tymczasem inni mieszkańcy też do najmilszych nie należą – to starzy, smutni i zabobonni ludzie, których łączy nie tylko zmowa milczenia, ale i wrogie nastawienie do przyjezdnych, w tym do jednej z mieszkanek, którą koleje losu wrzuciły w epicentrum tajemniczych wydarzeń w tej wsi.

Cytat: „Ewa jest jak radio, które ktoś włączył i postawił na środku cmentarza. Ona tu nie pasuje.”

Nie powiedziałem Wam jeszcze nic o samej historii, ale jak widzicie już same jej składowe są nad wyraz fascynujące. I nie będę też streszczał tego, o czym przeczytacie w opisie okładkowym, powiem tylko, że odniosłem wrażenie, jakby sama opowieść była kolejnym bohaterem „Rostołów” – trudno mi to wyjaśnić, ale już na wczesnym etapie lektury miałem takie abstrakcyjne poczucie, że opowieść jest Adamem, że wraz z poznawaniem fabuły poznajemy bardziej jej głównego bohatera. To trochę pogmatwane, ale dbałość o szczegóły i opisywanie pewnych aspektów niezwiązanych z głównym bohaterem działało na mnie w taki sposób, że i tak traktowałem je jako element budowania postaci Adama Magusa; że autor w ten podstępny sposób jeszcze bardziej próbuje mnie z nim związać. Nie spotkałem się wcześniej z czymś takim, ale na moją wrażliwość podziałało to naprawdę piorunująco!

Swoją drogą ta powieść to skarbnica cytatów! Dodam tu jeszcze jeden i powoli przejdę do podsumowania.

Cytat: „Była szorstka i poszczerbiona, zupełnie jak moje samopoczucie”

A w podsumowaniu muszę wspomnieć o jednej bardzo ważnej sprawie, otóż książka „Rostoły” Jacka Chlewickiego zdobyła główną nagrodę w konkursie na „powieść z dreszczykiem” organizowanym przez Empik Selfpublishing i wcale nie dziwi mnie ten fakt, bo powieść jest po prostu świetna! Przez całą historię zastanawiałem się nad tym, co jest jawą, a co snem. Do samego końca! Do ostatniego słowa! Bo gdy wszystko wydawało się już jasne, wtedy w progu drzwi pojawił się młody człowiek, którego obecność sprawiła, że ponownie musiałem zastanowić się tym, co jest prawdą.

Ta powieść jest pełna znaczeń – tak jak i wszędobylskich, beztwarzych laleczek (motanek), mających chronić jej bohaterów przed wrogą siłą – i pewnie nie wszystkie dostrzegłem, ale wiem jedno, że to historia o tym, do czego jest zdolny posunąć się człowiek, aby dogonić własne marzenia. I teraz, już po przeczytaniu tej książki, żałuję jednego. Strasznie ubolewam, że to debiut Jacka Chlewickiego, bo z wielką przyjemnością przeczytałbym coś jeszcze w jego wykonaniu i w takim klimacie.

Czy zatem „Rostoły” to najlepsza polska powieść grozy, jaką przeczytałem w tym roku? Nawet jeśli nie naj- najlepsza, to z pewnością plasuje się w moim Top3 tego roku.

[Współpraca płatna]

PS. Zdradzę Wam jeszcze, że czerwień – tak mocno wyeksponowana na okładce – nie jest tu bez znaczenia. Jest właściwie jak puszczenie oka do czytelnika, który powinien odczytać to jako hasło-klucz. Jako wołanie: „Podążaj za królikiem”. Podążajcie więc i czytajcie „Rostoły”!

PPS. Warto zaznaczyć również, że książka jest dostępna nie tylko w wersji papierowej czy w ebooku, ale została także wydana w formie audio w fantastycznej interpretacji Jakuba Rutki.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.